7 świateł programowych do życzeń dla innych Osób. Prof. Adam Biela, Senat RP.
Szanowni Państwo,
Okres Bożego
Narodzenia i Nowego Roku dają okazję nie tylko do głębszych refleksji nad
swoim własnym życiem i jego sensem, lecz również dają okazję do życzeń dla
innych Osób. Ja osobiście życzę radości i pokoju serca we wszystkie noce i
dni roku 2012. Szczęść Boże.
Candidate of the Election Committee of the League of Polish
Families
Deputy to the Third Term Sejm, Member of the Fifth Term
Senate
1. Stworzyć w Senacie RP system rozwiązań prawnych zapewniających PRACĘ W
POLSCE DLA POLSKIEJ MŁODZIEŻY KOŃCZĄCEJ SZKOŁĘ WYŻSZĄ LUB ŚREDNIĄ – na wzór
niektórych krajów UE oraz Japonii (jako pogram nauki pracy zawodowej).
2. Rozwinąć nauczanie przedsiębiorczości na poziomie szkół ponadpodstawowych
jako metodę przeciwdziałania bezrobociu młodzieży.
3. Stymulować poprzez promocję polskiej myśli naukowej i technicznej, jej
ochronę prawną i efektywne wykorzystanie w polskiej gospodarce.
4. Zapalić faktycznie tzw. zielone światło dla przedsiębiorczości, małych i
średnich firm (zwłaszcza biznesów rodzinnych), które zapewnią samozatrudnienie
dla ich inicjatorów w ich społecznościach lokalnych.
5. Stymulować środkami fiskalnymi wzrost zatrudnienia, inwestycje w nowe
miejsca pracy oraz zapobieganie wzrostowi bezrobocia.
6. Przyczynić się do konsolidacji polskiego kapitału, żeby mógł on spełnić
rolę inwestycyjną dla polskiej gospodarki zarówno na szczeblu krajowym –
konsolidacji kapitału akcyjnego polskich inwestycji kapitałowych jak i lokalnym
– np. rozwijanie banków spółdzielczych, powstawanie funduszy gwarancji
kredytowych.
7. Dokończyć realizację uwłaszczenia mieszkań spółdzielczych, aktualnych
mieszkań zakładowych; dokończyć uwłaszczenie nieruchomościami gruntowymi
przeznaczonymi na cele mieszkaniowe lub rolne; rozpocząć i zrealizować
uwłaszczenie dla najemców byłych mieszkań zakładowych (sprzedanych przy okazji
prywatyzacji jako tzw. zbędny balast nieprodukcyjny. http://www.adambiela.pl/moj-program/
O zaniku ludzkiego SUMIENIA w miarę Cywilizacji „pod bogiem” się rozprzestrzenienia (fragment).
Dr. Marek Głogoczowski: „Zbawienie przez (najemną) pracę” i tej teologii odczłowieczające
skutki
Zakopane, 1 czerwiec 2011. Są w życiu sprawy, o których głośniejsze mówienie od dawna zostało
„społecznie zakazane”, a których nie podejmowanie i nie nagłaśnianie, tak jak
najzwyklejszy rak, atakujący człowieka od wewnątrz, powoli nas wszystkich
splugawi i zabije.
Karol Wojtyła na Górze św. Anny
W Polsce oczywiście takim „tabu” objęty jest kult Jana Pawła
II i jego „nowej ewangelizacji”. Tego przedsięwzięcia efekty, w formie nowych
kościołów na każdej prawie większej ulicy naszego kraju, każdy jest w stanie
dostrzec. 13 maja 2011 obchodziliśmy 30 rocznicę zamachu na Papieża Polaka i mam
wielu bliskich znajomych, którzy wciąż się zachwycają tym co Papież Polak dla
Polski zrobił. Wśród nich jest Bożena Wajda, przewodnik tatrzański, nauczyciel
sportu i doskonały narciarz, która 14 maja br. w Dworcu Tatrzańskim w Zakopanem
otwarła wystawę swych fotografii dzikich zwierząt – w tym i niedźwiedzia, który
omal jej nie zaatakował. Na wernisażu było wielu ludzi gór, oczywiście wino,
ciastka i charakterystyczna dla takich imprez „słodka” atmosfera, a oprócz
fotografii zwierzątek były eksponowane także i „pro natura” wiersze Bożeny
adresowane do Jana Pawła II, którego czci ta wystawa była wyraźnie
poświęcona.
Karol Wojtyła rzeczywiście był miłośnikiem i gór i ogólnie mówiąc dzikiej
przyrody, zachowały się jego zdjęcia na nartach oraz jako uczestnika wycieczek
kajakarskich na Mazurach. To właśnie inspirowana tymi zdjęciami z młodości
przyszłego papieża, Bożena zadedykowała mu całkiem ładny wiersz, w którym
znalazła się taka oto prośba:
Ojcze Święty,
(…)
Odmień oblicze tej ziemi,
Niech rozkwitną odcienie zieleni,
Niech nie milknie jej dziki śpiew.
Cóż jednak w praktyce zrobił Karol Wojtyła, już jako posiadający ogromną
władzę zwierzchnik Watykanu, dla tej Przyrody ochrony? Czy ten nowy,
4-krzesełkowy wyciąg narciarski w Kotle Gąsienicowym, ustawiony na potężnych
stalowych, widocznych nawet z Zakopanego podporach, nie symbolizuje REALNYCH
intencji Wolnej Polski – oraz całej Cywilizacji Zachodu – w stosunku do Natury?
I czy przypadkiem palący obecnie problem PRYWATYZACJI POLSKICH KOLEI LINOWYCH,
do których należy zmodernizowana w ostatnich latach kolejka na Kasprowy, nie
jest bezpośrednim efektem kamuflującej rzeczywistość działalności
„duszpasterskiej” katolickiego kleru w naszym – o ile można wciąż jeszcze można
mówić o „naszym” – kraju? Z prośbą o kontynuowanie planu „zazielenienie ziemi”
moja koleżanka winna się raczej zwrócić do „znienawidzonego przez ponadnarodową
społeczność” Muammara Kadafiego, który efektywnie doprowadził do wtórnego – po
kilkunastu wiekach przerwy – zazielenienia się sporego kawałka pustyni Sahara.
Zwłaszcza na półwyspie Cyreneika, koło zbudowanego za jego rządów nowoczesnego
miasta Bengazi, gdzie go ostatnio tak nagle zaczęto nienawidzić za to, że wbrew
planom „Boga Ojca (ang. Godfather) Świata” próbował doprowadzić do
re-nacjonalizacji libijskich złóż ropy naftowej.
Ponieważ na wystawie w Dworcu Tatrzańskim znalazły się nie tylko wiersze
poświęcone papieżowi ale i jakieś utwory samego młodego Wojtyły, a zatem i ja, z
obowiązku starzejącego się już miłośnika gór a jednocześnie i ‘miłośnika
mądrości’ (dosł. filozofa), też kilka wierszy Ojcu Świętemu poczułem się
zobowiązany zadedykować. Z zawodowego obowiązku zastosuję się tutaj do
„wytycznych dla chrześcijańskiego świata”, jakie Johannes Paulus II zawarł w
swej encyklice Laborem exercens z roku 1981, podpisanej przezeń we wrześniu
1981, a więc zaledwie w 4 miesiące po zamachu na jego życie. Jak niektórzy to
jeszcze pamiętają, ta znamienna encyklika wychwala ETOS PRACY zgodnie z
podstawowym biblijnym, uduchowionym zaleceniem „Czyńcie sobie ziemię poddaną;
panujcie nad rybami morskimi i nad ptactwem niebios, i nad wszelkimi
zwierzętami, które się po ziemi poruszają!” (I Mo 1:28-30; to „błogosławieństwo”
jest powtórzone w wielu innych miejscach Pisma Świętego[i]). Pamiętam że jak
pierwszy raz przeczytałem tę, zrobioną pod „Solidarność”, encyklikę pod koniec
1981 roku, to mnie, podówczas blisko 40-letniemu „Sowizdrzałowi”, do tego
momentu dobrej wiary w „franciszkańskie” zalety chrześcijaństwa, aż się flaki
zaczęły z obrzydzenia przewracać. Poczułem się jakby ktoś od tyłu wbił mi nóż w
plecy – i to w dodatku ktoś bardzo blisko związany z moją własną rodziną. I nie
tylko ja tak się poczułem. Pamiętam przerażenie redakcji miesięcznika
francuskich jezuitów „Etude”, którego redaktor naczelny, Pierre Vallin podówczas
napisał, że doba obecna to nie jest to czas, by przypominać bardzo podstępne
zalecenia Starego Testamentu, oraz że papież myli się kompletnie odnośnie
apologii ludzkiej pracy dokonanej pod koniec średniowiecza przez Tomasza z
Akwinu (zwanego skądinąd „wołem”).
Napisałem podówczas, na kilka miesięcy przed mą re-emigracją do PRL-u w
„stanie wojennym” 1982 roku, krótką krytykę rzeczonej encykliki, której dałem
tytuł „Ewangelia pracy i podstęp Szatana”. Nielubiący zbytnio Kościoła (chyba
jeszcze z przedwojennych czasów) Jerzy Giedroyć tę mą recenzję chciał nawet
opublikować w paryskiej „Kulturze”, ale by się zabezpieczyć przed „gniewem ludu”
wysłał mój „Podstęp Szatana” do oceny swemu koledze, dominikaninowi Józefowi
Maria Bocheńskiemu w szwajcarskim Fryburgu, oraz Leszkowi Kołakowskiemu w
Oksfordzie. I od obu tych luminarzy filozofii otrzymałem zachowane przeze mnie
do dzisiaj listowne odpowiedzi, od Kołakowskiego (którego znalem jeszcze z
naszych czasów na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley dziesięć lat
wcześniej) nawet dość długi list, w którym donosił mi, jeszcze podówczas laikowi
w sprawach religii, że „praca według Ojców Kościoła to cel życia człowieka”, a
„dr dr dr h.c.”J. M. Bocheński wykpił się stwierdzeniem, że „na rzeczonym
przedmiocie się po prostu nie zna”.
W ciągu następnych 30 lat, większa część tekstu mej nieopublikowanej
„Ewangelii pracy” z końca 1981 roku gdzieś się zawieruszyła. Jednak jako
miłośnik gór, bardzo dobrze znający „przyozdobione” setkami kolejek linowych
Alpy, zapamiętałem z tej krytyki pracy Ojca Świętego me sarkastyczne
stwierdzenie, że „ten beton i druty na górach papież nazywa ‘uczestnictwem
człowieka w akcie Stworzenia’!”. Dlatego, stymulowany nauką Jezusa z Nazaretu,
że tego świata mamy być nie „słodkością” ale „solą”, zdecydowałem się
pośmiertnie zadedykować Ojcu Świętemu kilka wierszy o stosunku do dzikiej
Przyrody, jaki zachwala wychwalany przezeń Stary Testament. Specjalnie
wykorzystałem jako ilustrację zdjęcie JPII na betonowym tarasie górnej stacji
kolejki linowej na Kasprowy, dopisując doń co nasz papież, tak bardzo natchniony
wersetami z Biblii, musiał sobie wtedy w duchu powtarzać, wskazując na „dzikość”
Tatr Wysokich:
Oto Ja przemieniam cię (Izraelu) w młockarskie sanie, nowe, o podwójnym
rzędzie zębów: ty zmłócisz i wykruszysz góry, zmienisz pagórki w drobną
sieczkę; (Iz 41: 15)
Niech się podniosą wszystkie doliny, a wszystkie góry i wzgórza
obniżą;
równiną niechaj się staną urwiska, a strome zbocza gładką niziną. (Iz 40:
1-5)
Każda dolina niech będzie wypełniona, a każda góra i pagórek
zrównane,
drogi kręte niech się staną się proste, a wyboiste zamienią się w
gładkie.
I wszyscy wtedy ludzie ujrzą zbawienie Boże. (Łk 3: 5)
Trzeba przyznać, że przedostanie zacytowane przez św. Łukasza zdanie, to
nic innego jak realizowany z zaciekłością godną lepszej sprawy, program
„udomowienia” naszej Planety, tak aby nam „małym bogom” (w opinii Filona Żyda z
Aleksandrii, 2000 tysiące lat temu), żyło się możliwie najwygodniej, bez
żadnych „zwierzęcych”, plugawych wysiłków. Wysiłków jakim jest choćby poruszanie
się o własnych siłach po górskich ścieżkach. Ale czy z tego „zbawienia przez
pracę” może, na dalszą metę, wyniknąć coś pozytywnego, oprócz opasłych brzuchów
nawykłych do ciągłego siedzenia za kółkiem kierownicy burżujów? Skąd się wzięły,
już w Biblii, takie wyraźnie masońskie rojenia o pokryciu ziemi siecią „gładkich
jak stół” autostrad? Znajomy emerytowany proboszcz, Jan Kurdybelski z Wrocławia
opowiadał mi, że ten pomysł z „prostowaniem dróg Pana” Izajasz wziął z
obserwacji zachowania się poddanych w Persji, którzy dowiedziawszy się, że przez
ich teren ma przejeżdżać Władca, na gwałt poprawiali stan dróg, którymi miał
jego orszak się poruszać, by w ten sposób zyskać dodatkowe względy – taki rodzaj
„zbawienia” – w oczach ich „Pana”. (Nb. Wybrukowaną bazaltową kostką drogę
dojazdową z Zakopanego do stacji dolnej Kolejki Linowej na Kasprowy, w lipcu
1988 roku „na gwałt” przykryto asfaltem, aby uprzyjemnić dojazd do Kuźnic
Pierwszemu Sekretarzowi KC KPZR Michaiłowi Gorbaczowowi. I rzeczywiście, w
niecały zaledwie rok po tej wizycie Władcy Wschodniej Europy nastąpiło
„zbawienie Polski” z niewoli komunizmu. Prorok Izajasz, a za nim ewangelista
Łukasz, najwyraźniej mieli rację z tym zbawieniem poprzez pracę nad Ziemi
wyrównaniem …)
Inny biblijny (bez)myśliciel, znany jako Zachariasz, w rozdziale 14 swej
księgi, w ten sposób tłumaczy cel takiego „zbożnego przetwórstwa Natury”,
zaplanowanego już w starożytności: Cały kraj będzie przemieniony w równinę, od
Geby aż do Rimmonu na południu. Lecz Jeruzalem będzie leżeć wysoko (…) będzie
żyć bezpiecznie. I będzie Pan królem całej ziemi. W owym dniu Pan będzie jedyny
i jedyne będzie Jego imię.” Oczywiście to „bezpieczne życie” zostanie osiągnięte
kosztem wytępienia wszystkich, zagrażających „Izraelowi” dzikich zwierząt, co
potwierdził kolejny żydowski bezmyśliciel Ezekiel: „Zawrę z nimi przymierze
pokoju, wytępię z ziemi drapieżne zwierzęta, tak że będą bezpiecznie mieszkać
nawet na pustyni i spać w lasach” (Ez. 34: 25). Czy jednak takie totalne
„oczyszczenie” otaczającego nas świata z wszelakiej „dzikości” jest na pewno dla
„nas” (w sensie jednostki taksonomicznej zwanej homo sapiens) zbawiennym?
Przecież życie w bezustannym komforcie to nie tylko gwarantowana otyłość oraz
cały zestaw chorób cywilizacyjnych, ale także wyraźne ubytki szarej masy kory
mózgowej, która po prostu wymiera, ulega atrofii, z powodu jej nie wykorzystania
chociażby w celu pokonywania trudności górskich szlaków (...).
Dr. Marek Głogoczowski: O zaniku ludzkiego
SUMIENIA w miarę Cywilizacji „pod bogiem” się
rozprzestrzenienia. Zakopane, 1 maja 2011.
a w telewizji mamy nie kończący się PO-PIS Narodowych Bęcwałów
(...) bardzo słusznie prezydent Łukaszenka nazwał tę, wyraźnie naćpaną, „wielkomiejską hołotę”, próbującą się wedrzeć do Gmachu Władz, zwykłymi bandytami. Bandytami mającymi swych zapalonych popleczników we władzach III RP – co wskazuje że naszym krajem właśnie ci „bandyci z Oxfordu” (oraz Wszyngtonu, jak np. L. Balcerowicz i wspierany przez „Heritage Fundation” śp. L. Kaczyński) rządzą już od lat 20. I rządzą tak skutecznie, że w kraju już prawie przestają jeździć pociągi, na drogach stoją lawiny ciężarówek załadowanych jakimś sprowadzanym z Chin Ludowych „śmieciem” do wypychania polskich domów, a w telewizji mamy nie kończący się PO-PIS Narodowych Bęcwałów. Jeden z nich, już ponadnarodowy „Radosław”, bredzi o milionach głosów podmienionych w Mińsku, zaś konkurujący z nim „Jarosław” bredzi, że mu trupa brata podmienili w sarkofagu, umieszczonym 7 miesięcy temu z „witkacowską” pompą na Wawelu (...)
Wraz z najlepszymi Bożonarodzeniowymi Życzeniami,
(W starożytnym Rzymie tym „odradzającym się corocznie bogiem” było po prostu czczone przez pogan jako Naturalne Źródło Światła Słońce; stąd ta współczesna ‘judeo-amerykańska’ ofensywa przeciw Merry Christmas i świątecznej choince, w USA coraz częściej zamienianej na sztuczną menorę, upamiętniającą zwycięstwo „judaistów” nad „hellenistami” w Izraelu 23 wieki temu)
Marek Glogoczowski: w USA otwarto wydział ds. szkolenia ekonomistów Europy środkowo-wschodniej
kliknij w fotografię, żeby
powiększyć, - gross machen Stefan Kosiewski i dr
Marek Głogoczowski, Zakopane 2005
Jeszcze w przeddzień moich 68 urodzin otrzymałem następujący e-list z pogróżkami: From: Tomasz Drzeszyński To: Marek Glogoczowski Sent: Wednesday, June 16, 2010 10:36 PM
(...) Przyznaję,
że zignorowałem Jezusowe, a wcześniej platońskie ostrzeżenie „nie rzucaj pereł
przed wieprze” i w ramach wysyłki poczty na adresy „zboru” narodowców, wysyłałem
ją także nieznajomemu mi panu Drzeszyńskiemu. Odpowiedziałem mu zatem bardzo
ogólnie – bo także kilka innych osób (w tym dwoje profesorów z UJ i UAM) prosiło
mnie, aby ich nie denerwować mymi e-listami – słowami światowej sławy pedagoga,
czeskiego protestanta Amosa
Komensky'ego "To,
że wiesz coś istotnego, to jeszcze mało, twoim obowiązkiem jest przekazać
innym swą wiedzę." Co niniejszym nadal z uporem czynię, choć
doskonale wiem, że szersze przekazywanie informacji na tak zwane „tematy dla
Rządów Pana Świata niebezpieczne” może stać się przyczyną poważnych komplikacji
życiowych.
Panu
Drzeszyńskiemu w ostatnim doń e-liście nawet poradziłem, aby od razu zgłosił swe
zapotrzebowanie na karę dla mnie do „odpowiedniej władzy” Sanhydrynu, który od
tysięcy lat specjalizuje się w utrzymaniu „bożego porządku” w kontrolowanych
przez M-KGB krajach. By wskazać tu na niedawną historię dziwnej śmierci dra Dariusza Ratajczaka,
który już w stanie zawansowanego rozkładu był w stanie przyjechać samochodem na
parking przed hipermarketem w Opolu.
Nieszczęścia
ludzi, którzy coś więcej niż wolno wiedzą o tych Rządach Pana Świata (hebr.
Całuj mnie w d. Adon Olam) są obecnie z „definicji” gwarantowane
we wszystkich wolnych krajach. Na przykład „wykasowany” z polskiej polityki
wicepremier Andrzej Lepper na Zjeździe Polonii Ameryki
Południowej w Punta del Este (bodajże jeszcze w kwietniu 2005 roku, przed
wejściem Samoobrony do koalicji z partią o biblijnej nazwie Prawo i
Sprawiedliwość), powiedział coś co jest, mówiąc religijnie, tak zwaną „Tajemnicą
Pana”: "...tu na Zachodzie, w Stanach
Zjednoczonych byli na stypendiach w Instytucie Senatora Fulbrighta, zdaje się.
To są ci ludzie, proszę Państwa. Wtedy, za komuny, w 1958 r. w Stanach Zjednoczonych otwarto
wydział do spraw szkolenia ekonomistów Europy środkowo-wschodniej. Kto tu
był? Był Balcerowicz. To moje słynne hasło "Balcerowicz musi odejść" mówię tu,
proszę Państwa, z dala od Kraju i powtarzam to często w Polsce. Balcerowicz,
Suchocka, Cimoszewicz, Kołodko, Belka, Gronkiewicz-Waltz, to wszystko
stypendyści Instytutu Fulbrighta. Już w 1958 r. zaczęli ich szkolić. Niektórzy
Państwo jesteście starsi, pamiętacie z autopsji okres zimnej wojny, wykorzystali
wtedy duże zakłady pracy tworząc "Solidarność" - potrzebny ruch, który zmienił
system w Polsce, ale od początku wiadomo było, kto za tym stoi. Ekspertami
Wałęsy byli KOR-owcy: Kaczyńscy, Michnik i Gieremek, drodzy Państwo (...) Co
mogło być innego w Polsce? Dlaczego oni tam poszli? Dlaczego się tam znaleźli?
Dlaczego później pierwszy premier zrobił "grubą krechę"? A no dlatego, że przy
okrągłym stole ustalili sobie: "raz my, raz wy, a ten naród będziemy bujać,
będziemy kłamać, bo mamy środki przekazu, mamy pieniądze, mamy siłę, rozbijemy
zakłady pracy i konsolidacji narodu nie
będzie".
Na zdjęciu
Marszałek Sejmu Andrzej Lepper; od prawej: Jerzy Skoryna (Stowarzyszenie
Polskich Kombatantów, Meksyk), Zdzisław Podkański (b. Minister Kultury, PSL),
Jan Kobylański (USOPAŁ, Uruguay)
No
i w dwa lata później, Andrzej Lepper i jego „zarażona trądem USOPAL z Ameryki Południowej” Samoobrona
została skutecznie wyeliminowana z polskiej sceny politycznej. A wspomniany
powyżej „namaszczony przez Pana” (dosłownie po grecku „Christos”) Leszek
Balcerowicz stąpa od zaszczytów do zaszczytów.
Za zaprzestanie treningów polskich pilotów odpowiedzialny był minister w rządzie JAROSŁAWA KACZYŃSKIEGO, Aleksander Szczygło
Marek Głogoczowski, Zakopane
07. Jun 2010
11:08
(..) Za zaprzestanie, w roku 2007, treningów polskich
pilotów na znajdujących się w Moskwie trenażerach TU 154, odpowiedzialny byłminister obrony w rządzie JAROSŁAWA KACZYŃSKIEGO, Aleksander Szczygło, który zginął pod Smoleńskiem
jako szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego podlegającego prezydentowi LECHOWI
KACZYŃSKIEMU.
Zapewne w podjętej podówczas decyzji o zaprzestaniu
szkoleń pilotów w Moskwie odegrali rolę (...)rządzący podówczas Polską prezydent
i premier Kaczyńscy, obaj jak pamiętamy „zoologicznie
antyrosyjscy” (...)
fragment większego zapisu pt.: Symboliczne znaczenie krzyża "KATYÑ II" w Smoleñsku
Dr Marek Głogoczowski: Durnia na Wawel, szubrawca na Urząd Prezydenta!
"(...) Według odwiecznego politycznego toposu, gdy król nie ma syna, po jego śmierci
władza przechodzi do brata. Im dłużej trwa żałoba narodowa, im bardziej
przedłuża się „chwila zadumy”, tym większe prawdopodobieństwo, że urząd
prezydencki obejmie brat. W demokracji ten przejmuje władzę, kto sugestywniej
potrafi zinterpretować sytuację na swoją korzyść. Brat nie musi się trudzić – na
jego korzyść sytuację cały czas interpretują media, księża, politycy. Gdyby się
udało przedłużyć „chwilę zadumy” o jeszcze jeden tydzień, mielibyśmy prezydenta
wybranego przez aklamację”.
- Bronisław Łagowski – filozof polityki, historyk idei, profesor w
Instytucie Filozofii i Socjologii Akademii Pedagogicznej w Krakowie
Dr Marek Głogoczowski
Psychopatolgią ustroju „amerykańskiego” zajmuję się
już od prawie 40 lat, dokładnie od momentu, kiedy to opublikowałem mój pierwszy
literacki utwór „Freedom on Freeway”
(Wolność na autostradzie) w redagowanej przez Jerzego Giedroycia paryskiej „Kulturze”, w jej numerze 7-8, 1971.
(...) Zaś to, czego byliśmy świadkami niedawno w Polsce, po rozbiciu się samolotu
prezydenckiego pod Smoleńskiem, to był istny Festiwal Narodowej Głupoty i
Hipokryzji. Przecież trzeba być kompletnie głupim, aby podjąć próbę
lądowania, na nie przystosowanym do lądowania w złych warunkach atmosferycznych
lotnisku, samolotem w którym w sposób „po polsku inteligentny” zgromadziło się
całe dowództwo WP, lecące na prywatne, wynikłe z personalnych ambicji Lecha
Kaczyńskiego, obchody „Katyń II”. Te dodatkowe uroczystości miały być
„prezydencką” powtórką „premierowskich” obchodów w Katyniu 3 dni wcześniej. W
rezultacie ta „pseudoreligijna wycieczka” skończyła się nie upragnioną przez LK
(i część Rodzin Katyńskich) antykomunistyczną celebrą, ale prawie bezmyślnym
samobójstwem, przypominającym katastrofy życiowe „nienawidzących komunistów oraz
Rosjan” oficerów polskich w ZSRR przed 70 laty.
Celebrę zaś mieliśmy – i to nie byle jaką – kiedy chowaliśmy
naszego „bohaterskiego durnia-antypolaka” (zgodził się by silosy z amerykańskimi
rakietami balistycznymi stały już na rogatkach stutysięcznego miasta Słupsk) na
Wawelu. Zaś te tłumy, które się wdzięczyły do mikrofonów TVP1 redaktora
Pospieszalskiego w Warszawie, płacząc jakiego to utraciliśmy prezydenta-patriotę
były/są dowodem, że w demokracji ludzie najzwyczajniej głupieją: Lech Kaczyński
rzeczywiście wykazał się swym patriotyzmem, zezwalając na instalację mającej
bronić Warszawy, bazy amerykańskiej z baterią rakiet „Patriot”, w mazurskim
miasteczku Morąg znajdującym się… praktycznie na obrzeżach
Kalingradu.
Tak jak Kaczyński I (Lech) chciał podbić swoje notowania
społeczne żerując na ofiarach „Katynia I”, przed 70 laty, tak jego brat,
Kaczyński II (Jarosław) będzie oczywiście podbijał swe notowania wyborcze
żerując na glorii ofiar „Katynia II”, czyli Zagładzie elity Wojska Polskiego
oraz elity Narodowego Intelektu niedawno pod Smoleńskiem. Co więcej, wpisując
się w „wolnościowo-demokratyczny” schemat ewolucji władzy, podany przez Roberta
Owena prawie dwa wieki temu, Jarosław K. okazał się być w swej, jak widać
skutecznej politycznej karierze, kimś więcej niż zwykłym szubrawcem, godnym
figurować na Narodowym Świeczniku. Czego bowiem dokonał „Kaczyński II” w tej
karierze? Otóż by doprowadzić do upadku swego rządu – i do wcześniejszych
wyborów w 2007, w których jego partia utraciła w parlamencie większość –
zorganizował on, wraz ze swym „przybocznym” Mariuszem Kamińskim, prowokację
wymierzoną w swych najbliższych współpracowników. Najwyraźniej realizując
żądanie gwarantującego polską wolność, zaoceanicznego MOCODAWCY, skutecznie
wyeliminował on z areny politycznej „chamską” partię Samoobrona, oraz
reprezentującą szczątkową polską rację stanu LPR.
Kim „od
wewnątrz” jest Jarosław K. opowiadał publicznie Roman Giertych na zebraniu
Sejmowej Komisji do Spraw Nacisków, 6 kwietnia br., w przeddzień wyjazdu
premiera Tuska na uroczystości w Katyniu. Tę wypowiedź transmitowała podówczas
TVN24 i zdarzyło mi się jej wysłuchać. Otóż w lipcu 2007 premier Jarosław
Kaczyński realizował zadanie„wykończenia” wicepremiera Andrzeja Leppera, wyraźnie stojącego na drodze
do instalacji w Polsce amerykańskiej „tarczy antyirańskiej”, oraz na drodze
polskiej wojskowej „misji cywilizacyjnej” w Afganistanie. Jak to przypomniał
Giertych, premier po przyjacielsku w piątek wieczór z oboma wicepremierami przez
całe trzy godziny dyskutował plany rządu, by rano w sobotę finalizować –
nieudany prawie jak „lądowanie w Smoleńsku” – super podły atak CBA na
wicepremiera Leppera. Ten przeznaczony do „wykasowania” przez MOCODAWCĘ władz
Polski polityk, wyraźnie by się chronić przed „samobójstwem”, przywdział
podówczas nawet kamizelkę kuloodporną, oczekując na wniesienie do jego gabinetu,
przez tajne służby, mającej skompromitować go walizki z 3 milionami złotych
„łapówki od premiera” (...).
Na dowód, że nie wszyscy dopuszczeni do głosu w
mediach publicyści całkiem już zgłupieli, proszę przeczytać poniższą opinię
profesora Bronisława Łagowskiego z Krakowa, autora m.in. napisanej jeszcze w
PRL-u "Filozofii politycznej Maurycego Mochnackiego",
Dr Marek Głogoczowski jest filozofem niezwykle
odważne podejmującym w ujęciu interdyscyplinarnym tematy "zakazane"
przez masonerię dla tzw. poprawnej publicystyki. Jego zdaniem decyzja
o miejscu pochówku Prezydenta Kaczyńskiego, była przedwczesna i jest
kontrowersyjna.
Lech Kaczyński był
członkiem Grupy Windsor
(obrządku szkockiego, w Polsce, m.in.: Marek Jurek i Kazimierz Michał
Ujazdowski, syn komunistycznego posła z PRL-u, Michała Ujazdowskiego,
oficjalnie Stronnictwo Demokratyczne przejęte dzisiaj przez
Bildenbergów: Olechowskiego i Piskorskiego.
Bardzo współczuję panu doktorowi, to twarz
zgorzkniałego i sfrustrowanego człowieka, jego komentarz nie może budzić
mego entuzjazmu. Jestem katolikiem nie statystycznym tylko żyjącym
życiem kościoła i dlatego to co usłyszałem z ust doktora Głogoczowskiego
budzi mój sprzeciw proszę uklęknąć panie doktorze i zajrzeć do swojego
serca, teoria spiskowa którą pan wygłasza nie ma nic wspólnego z
Miłością do bliżniego, niech pan nie wyręcza Pana Boga.
Hucpa żydów robiących za Polaków na Białorusi: Angelica Borys prosi o desant Tuska
kliknij w fotografię, żeby powiększyć, - gross machen Stefan Kosiewski i dr Marek Głogoczowski, Zakopane 2005
Dodaneprzez Adam Smiech, dnia 25 stycznia 2010 14:56:52
Pod koniec ubiegłego tygodnia urządzono kolejny cyrk medialny wokół tzw.
prześladowań Polaków na Białorusi. Tym razem była to hucpa zakrojona bardzo
szeroko. Wypowiedziała się nawet Komisja d/s łączności z Polakami za granicą
Sejmu RP (szkoda, że posłowie wykazują mniej odwagi w stosunku do rzeczywiście
uderzających w całą społeczność polską działań litewskich) oraz przedstawiciele
p. Prezydenta RP. Wypowiedź ministra Handzlika z kancelarii Prezydenta, to,
można rzec, już klasyka politycznej nieudolności i błędnego rozpoznania
sytuacji. Oto bowiem minister stwierdza, że "Związek Polaków na Białorusi (ZPB)
pod przewodnictwem Andżeliki Borys ma pełne poparcie prezydenta Lecha
Kaczyńskiego i Kancelarii Prezydenta" (22.01.10). A co byśmy powiedzieli, gdyby,
dajmy na to, kanclerz Niemiec powiedziała, że w pełni popiera jakiegoś
potencjalnego "prezesa" organizacji niemieckiej w Polsce, który z punktu
widzenia prawodawstwa RP jest osobą prywatną.? Co byśmy powiedzieli, gdyby
Niemcy stwierdziły, tak jak się to mówi w Polsce, że nie uznają legalnie
działającego w naszym kraju związku Niemców, tylko jakiegoś awanturnika?
Jest rzeczą pewną, że te same osoby i urzędy, które dzisiaj podważają legalność
Związku Polaków p. Siemaszki oraz prawo państwa białoruskiego, krzyczałyby
oburzone. Czyniłyby tak, gdyż zatraciły już łaciński zmysł etyczny, który stoi w
jaskrawej opozycji do wyznawanej przez te osoby tzw. etyki Kalego, czyli etyki
sytuacyjnej. Tylko jednak część spośród nich to ludzie moralnie zagubieni w
zgiełku dzisiejszego świata, pozostali, to zwykli, cyniczni gracze bądź ludzie
kompletnie politycznie nieodpowiedzialni. Propaganda prowadzona jest w sposób
brutalny przy użyciu słownych fetyszy, mających wywrzeć wrażenie na Polakach w
Polsce, przywiązanych do tradycyjnych wartości patriotycznych. Stąd następujące,
przykładowe tytuły medialne: "Białoruś nęka Polaków", "Prezydent popiera
Polaków", "Polacy na Białorusi proszą o pomoc". Ma się z nich urodzić
czarno-biała wizja. Oto, wszyscy Polacy na Białorusi są prześladowani, i wszyscy
proszą organy państwa polskiego o pomoc. Jest to wizja tak prymitywna, tak
intelektualnie prostacka, że aż dziw, iż specjaliści od wpływu zdecydowali się
sprzedać ją po raz kolejny Polakom w kraju. Świadczy to o uważaniu nas
wszystkich przez media za kompletnych idiotów, niezdolnych do samodzielnego
myślenia.
Fakt, niektórzy wciąż się nabierają. W tych kategoriach widzę
histeryczne zaangażowanie w tę najświeższą prowokację, Naszego Dziennika. Ludzie
stojący za tym tytułem są niewolnikami rusofobii. Białoruś, jej związki z Rosją,
jej KGB - to wszystko silnie działa na ich wyobraźnię i odbiera rozsądek. Kończy
się na tym, że Andrzej Poczobut, prawa ręka Andżeliki Borys i dziennikarz Gazety
Wyborczej, przedstawiany jest czytelnikom ND jako autorytet wypowiadający się o
sytuacji Polaków na Białorusi! A tymczasem, proszę wybaczyć skojarzenia, A.
Borys leży na łopatkach. Z 16 Domów Polskich na Białorusi, kontroluje już tylko
trzy, gdzie trzecim jest dom w Iwieńcu, wokół którego zorganizowano ostatnią
rozróbę, a więc pewnie za chwilę to będą tylko dwa domy, w Nowogródku i
Oszmianie. Mówienie w tych okolicznościach, że p. Borys reprezentuje wszystkich
Polaków, a ci od p. Siemaszki to pachołki KGB, nie znajduje uzasadnienia. Grunt
pali się pod nogami p. Borys, dlatego zagrano ostro i głośno. Za awanturą stoją
wciąż te same siły, których celem nie jest naturalnie żadne tam dobro Polaków,
ale obalenie władzy p. Aleksandra Łukaszenki. One takie działania koordynują i
za nie płacą. Żaden szturm KGB jednak nie nastąpił.
Jest jeszcze jeden
aspekt sprawy, który zastanawia. Oto, p. Andżelika Borys swobodnie przejeżdża
wielokrotnie przez granicę polsko-białoruską w obie strony. Straszliwy reżim
Aleksandra Łukaszenki jakoś jej w tym nie przeszkadza. Dzieje się tak, kiedy
wielu Polaków ze związku p. Siemaszki jest na czarnej liście w Polsce i nie są
od lat wpuszczani do kraju. Zastanówmy się, czy za swobodą poruszania się p.
Borys nie stoją białoruskie kręgi istotnie nieprzyjazne polskiej mniejszości, a
jeśli tak jest, musimy dojść do wniosku, że widocznie jest im ona potrzebna w
politycznej grze. Stracą na tym wszystkim nasi Rodacy na Białorusi. Polskie
państwo traktuje ich jak przedmiot służący do walki z władzami sąsiedniego
państwa w imię mitów i bajdurzenia panów zza oceanu.
W tej sytuacji warto
zapoznać się z głosem drugiej strony. To relacja p. Heleny Bohdan, wiceprezes
legalnego Związku Polaków na Białorusi. Tekst podajemy za stroną ZPB - www.polacy.by :
Jechałam do Iwieńca z nadzieją...
Autor: Helena Bohdan
22.01.2010.
Wiedziałam, że zbierają się tam bojówkarze opozycji, podszywający się
pod „walczących za demokrację” Polaków, wynajęci przez grupę Borys.
Ostrzegano mnie, że czekają na nas nie tylko kolejne szykany i
oszczerstwa, ale i możliwe rękoczyny.
Na progu Domu Polskiego
„przywitała” nas grupa, a w jej pierwszym szeregu stał Andrzej
Poczobut, który na nasze z prezesem powitanie krzyknął: „Kim ty
jesteś?” Pan Stanisław się przedstawił i powiedział, że przyjechał
spotkać się z członkami miejscowego Oddziału ZPB. „Nie wejdziesz do
tego domu, jesteś tu personą non grata! To jest polski dom i polskie
terytorium!” – wrzasnął Poczobut. „Przyjechałem spotkać się z ludźmi i
z nimi się spotkam, jeżeli nie tu, to w domu kultury” – odparł prezes.
Dr. Marek Głogoczowski: 20 rocznica napaści na Polskę „ludu bożego”, czyli anglosaskich Czcicieli Mamona
1.01.2010 – 20 rocznica napaści na Polskę „ludu bożego”, czyli
anglosaskich Czcicieli Mamona
Jak przystało na kraj, w którym sprawy najnowszej historii ufnie
przekazano w „czyste ręce” pracowników Agencji, przepraszam, Instytutu Pamięci
Narodowej, bardzo niewielu, dopuszczonych na rynek prasy publicystów, odważyło
się skomentować bardzo istotną dla historii Polskiokrągła rocznicę Inauguracji Planu
Balcerowicza. A był to moment bardzo ważny, jako iż pracowita realizacja
tego „planu dezindustrializacji i mamonizacji R.P.” gruntownie przeorała zarówno
zewnętrzny (ekonomiczny) jak i wewnętrzny (duchowy) krajobraz naszego – to
znaczy już niezbyt naszego, sądząc po nazwach banków oraz korporacji
usytuowanych symbolicznie wzdłuż Alei Jana Pawła II w Warszawie –
kraju.
Jednym z takich, z konieczności starszych wiekiem, publicystów okazał się
Krzysztof Teodor Toeplitz, który w
aktualnym, pierwszym w roku 2010 numerze (wciąż istniejącego) „Przeglądu”,
ośmielił się przypomnieć Polakom iż, cytuję wypunktowane w jego felietonie
zdania „Polska współczesna jest w prostej
linii konsekwencją planu Balcerowicza. Z ogromną skalą społecznego i
ekonomicznego wykluczenia, o którym mówi się niechętnie. … Plan Balcerowicza to
najgorszy z modeli kształtowania nowoczesnej gospodarki, etc.” Oczywiście
tego „planu” nie przygotował podówczas 31-letni, wysłany przez późny PZPR na
szkolenie w USA dr Balcerowicz, ale elita anglosaskich ekonomistów związana z London School of Economic i z
Uniwersytetem w Chicago, przy czym głównym pomocnikiem Balcerowicza w Polsce był
„visiting professor” dr Jeffrey Sachs
(też ‘polskiego’ pochodzenia, jego wujek, socjalista prof. Ignacy Sachs uczył
mnie „afrykańskiej ekonomii” w 1967/68 na studium podyplomowym UW w
Warszawie).
Z planu Balcerowicza w prawie 110 procentach wyszło to, co Bank Światowy
dla Polski wcześniej zaprojektował. Ja 2 stycznia 1990, gdy otwarto kantory w
których dolary zaczęto sprzedawać po cenach niższych o około dziesięć procent od
ceny ich zakupu (tak!) już wiedziałem, na czym polega tak zwana „terapia
szokowa”.Udało mi się wtedy, pisząc po
raz pierwszy w skazanych na zagładę gazetach wydawanych przez PZPR, opublikować
kilka krótkich na ten temat artykułów. Jeden z nich, pod tytułem „Cel ‘ekonomii R.P.’: Dogonić Indie!”,
zamieszczony 17 stycznia 1990 w mającej ulec w dwa tygodnie później likwidacji
„Trybunie Ludu”
prognozował:
„…Przypuszczam, że użyty przez
Bank Światowy kryptonim dla akcji „uzdrawiania Polski” brzmi rzeczywiście R.P.
czyli „Rip-of Polanad”, czyli Wypruwanie, Rabunek Polski … za kilka miesięcy
będziemy mieli w Polsce pełen kapitalizm, ale nie będzie to wymarzony przez
wszystkich kapitalizm na Zachodzie, ale taki jaki jest on na Wschodzie: będziemy
mieli bowiem nie pół miliona ale miliony bezrobotnych, gigantyczną nadprodukcję
– jak w Indiach – nikomu nie potrzebnej inteligencji, miliarderów rozbijających
się rolls-royce’ami i drobnych chłopów wyprzedających inwentarz, aby tylko
przeżyć. … Wartość sprzedażna nie tylko polskiej siły roboczej, ale i polskich
fabryk, kopalń i stoczni stała się niezwykle niska, co ułatwi ich wykup za
bezcen przez obcy kapitał … itd.”
Później z publikacjami na temat „cudu ekonomicznego Balcerowicza” (do
dzisiaj produkcja rolna Polski stanowi tylko 2/3 tego co produkowało
państwowo-spółdzielczo-prywatne rolnictwo za „komuny”; w wypadku produktów
mleczarskich, to z gigantycznego rynku rosyjskiego zostaliśmy w znacznej mierze
„wypchnięci” przez totalnie skolektywizowaną Białoruś) było w Polsce coraz
ciężej, podobnie jak i inni krytycy „planu” (prof. prof. Balcerek, Bojarowski,
Poznański, etc.) zostałem przez Niewidzialną Rękę po prostu zepchnięty na
zupełny margines Wolnego Świata Mediów.
Co będzie dalej i jak należy się do kolejnych „rewelacji”
społeczno-ekonomiczno-terrorystycznych Cywilizacji Zachodu, przygotować? W
załączeniu przesyłam na ten temat mój, mający już 18 lat tekst „Chrześcijański etos lichwy”, poniżej
zamieszczam reportaż ze spotkania w Moskwie miesiąc temu, czyli na początku
grudnia ubiegłego roku, grupy „antyglobalistów”, której duchem ożywiającym jest
pani profesor Elena Borisova, filolog władająca także językiem polskim
(www.anti-glob.ru ;
email/couriel: anti-glob@narod.ru ).
Ze
spóźnionymi życzeniami, aby Rok 2010 nie był kolejnym etapem na drodze budowy
CYWILIZACJI NOWO-CHAZARSKIEJ,
przejawy TYSIĄCLETNIEJ WOJNY Globalnego Chazarstanu z ‘gorszymi narodami’
„Mini-moskiewskie” i „Maksi-kopenhaskie” przejawy TYSIĄCLETNIEJ WOJNY
Globalnego Chazarstanu z ‘gorszymi narodami’ (ang. gentiles)
4 grudnia 2009 uczestniczyłem w średnich rozmiarów, pod względem ilości
uczestników, konferencji w Moskwie, przeprowadzonej na Rosyjskim Państwowym
Uniwersytecie Handlu, Ekonomii oraz Usług (РГТЭУ/RGTEU). Na miejscu się okazało,
że w tym spotkaniu uczestniczyli głównie rosyjscy naukowcy, zajmujący się
„zabójczymi dla narodów” efektami współczesnej globalizacji. Ale nie tylko oni.
Jeden z młodszych uczestników tego interesującego spotkania, Žarko Tomanović z Czarnogóry, mówił o
„Chazarskich miliarderach” – wymieniając w szczególności nazwiska Petera
Manka[1], Olega Dieripaski[2], George Sorosa i Natana Rothschilda –
kolonizujących obecnie jego atrakcyjny dla turystów, mały śródziemnomorski
kraik. Określenie „Nowa Chazaria” nie było dla mnie nowe, gdyż już pięć lat temu
czytałem broszurę „Kogda Jewrei
maszirujut”, ktorą otrzymałem od Edwarda Hodosa[3], przewodniczącego Reformowanej Gminy
Żydowskiej w Charkowie. Baron Hodos w niej twierdzi, że dzisiejsza Rosja to
„Trzeci Chazarstan”, imperium rządzone przez żydów aszkenazyjskich (po hebrajsku
„niemieckich”), ponoć genetycznych potomków używających hebrajskiego alfabetu
średniowiecznych Chazarów, ulokowanych na terenach dolnej Wołgi. Jeśli weźmiemy
pod uwagę, że najbardziej zjudaizowanymi – i w tym samym czasie najbardziej
„liberalnymi” – krajami Zachodu są tradycyjnie Anglia[4]
oraz USA, to warto rozszerzyć dowcipne określenie „Chazarstan”, autorstwa Hodosa
oraz Tomanovicia (a wcześniej pisarza Artura Koestlera), także na te dwa
„atlantyckie” Imperia Anglosaskie. Ich ultra-bogate elity finansowe, pochodzące
zazwyczaj – jak Rotszyldowie – z Żydów aszkenazyjskich, już od kilku stuleci
starają się odbudować, w skali całego Globu, wczesno-średniowieczne Królestwo
Chazarii, które zostało pokonane w latach 965-967 przez kijowskiego, jeszcze
wtedy niezbyt schrystianizowanego, księcia
Światosława.
Nasze
mini-spotkanie w Moskwie odbywało się w cieniu, zaplanowanego aż na całe dwa
tygodnie, MEGA-SPOTKANIA w Kopenhadze. I jeden referat na naszej konferencji
dotyczył problemu globalnego ocieplenia, który miał być omawiany w trakcie
kopenhaskiego „Targowiska Próżności” (ang. Vanity Fair). Mianowicie członek, jak mi
mówił, od siedmiu lat, rosyjskiej cerkwi prawosławnej, Izrael Adam Szamir wskazał uczestnikom,
że najlepszą i najprostszą metodą schłodzenia globalnej atmosfery byłby powrót
do status quo ante, czyli do
sytuacji praktycznego braku reklam, które zmuszają naiwnych ludzi do kupowania
gadżetów, wciąż konsumujących więcej energii i wciąż więcej wydzielających
dwutlenku węgla. Taka propozycja oznaczała by powrót do sytuacji jaką mieliśmy w
wydającej się być „biedną” Polsce aż do końca roku 1989, czyli do momentu
zakończenia socjalistycznej historii naszego kraju. Sądząc po sygnałach jakie
dochodziły w grudniu z Kopenhagi, ta trywialna metoda ograniczania nigdy
nienasyconej żarłoczności społeczeństwa konsumpcyjnego – a jednocześnie i
najzwyklejszego ZBAWIENIA ZIEMI od nie mającej końca plagi jej „uzabawkowania” –
w ogóle nie była tam dyskutowana. Zresztą należało oczekiwać takiego
irracjonalnego zachowania się zgromadzonych w Kopenhadze 45 tysięcy światowych
oficjeli. Na przykład w Polsce dzisiaj jest formalnie zabronione wychwalanie
jakichkolwiek osiągnięć socjalistycznej przeszłości. Nie tylko mamy
znowelizowane w jesieni 2009 „Prawo Wolności Wypowiedzi”, które zabrania
publicznego wyrażania pochwał jakichkolwiek totalitarnych, zarówno
komunistycznych jak i faszystowskich ustrojów, to jeszcze zaraz po powrocie do
Polski, 14 grudnia 2009 słyszałem w polskim Radio, że Rząd planuje wprowadzenie
ścisłej kontroli prywatnej poczty elektronicznej, a to pod pretekstem walki z
zabronionymi internetowymi grami hazardowymi. Ponieważ publiczne wyrażanie
sympatii do „minionych na zawsze” czasów socjalistycznego, spartańskiego trybu
życia zostało już wcześniej zabronione, więc szerokie rozsyłanie emaili
podobnych do obecnego listu, może stać się, już w bieżącym roku, przyczyną
sądowych represji w stosunku do ich nadawcy.
Z ważnych informacji nadchodzących z Kopenhagi dowiedzieliśmy się tylko,
że super-bogate, kierowane w znacznej mierze przez Nowych Chazarów (to znaczy
Żydów rasy Aszkenazi) kraje, które są odpowiedzialne za prawie dwie trzecie
syntetyzowanego przez maszyny dwutlenku węgla, zgodziły się by płacić szczodrze
około 7 miliardów dolarów grupie krajów biedniejszych (w domyśle, w ukryciu
przekupywać elity tych krajów), w celu zmniejszenia tych krajów emisji
CO2, powstającego głównie w „klasycznych”, zasilanych przez węgiel,
ropę i gaz, domowych piecach oraz miejskich elektrociepłowniach.
Przy okazji tego „Targowiska Próżności”
w Kopenhadze, znany polski radiolog i glacjolog starszego pokolenia, profesor Zbigniew Jaworowski, z którym przeprowadziłem
interesującą rozmowę pod koniec października ubiegłego roku, opublikował w
„Naszym Dzienniku” z 5 grudnia 2009, dłuższy tekst, zatytułowany „Kłamstwo wymierzone w naszą
cywilizację”. Utrzymuje on w nim, że ukrytym, wśród prawie dwustu stron
materiałów, przygotowanych na tą mega-konferencję, celem spotkania jest
realizacja planu zakreślonego w zaledwie kilku zdaniach paragrafu 36 i 38 – w
końcu na szczęście nie zaakceptowanego – traktatu. Tym celem jest legalne
powołanie niewybieralnego RZĄDU ŚWIATOWEGO, mającego kontrolować wszelką
działalność na Ziemi, ocenianą pod kątem emisji dwutlenku węgla! „Jest to próba przechwycenia całej władzy nad
ziemią, za pomocą przejęcia niewiarygodnych sum pieniędzy, pochodzących od
wszystkich podatników na świecie, przez tworzone obecnie Światowe Centrum
Finansów oraz tę część przemysłu, która przystroiła się w zielone piórka”.
Wskutek „odgórnie” narzuconych ograniczeń, nie posiadające dostępu do
najnowszych technologii (głównie jądrowych i tych wykorzystujących siłę wiatru),
kraje biedniejsze zostałyby odcięte od możliwości wykorzystania tradycyjnych,
głównie kopalnych źródeł energii, co logicznie doprowadziło by do ich
„zaduszenia” ekonomicznego i w rezultacie do ich, postulowanej już od
kilkudziesięciu lat przez Klub Rzymski, depopulacji.
(Tak przy okazji. Stworzenie sztucznego,
wyimaginowanego „zła” i następnie organizacja pasożytniczego „kapłaństwa”
zwalczającego to pozorne „zło”, jest bardzo starym, żydo-chrześcijańskim
trickiem. Wystarczy tutaj przypomnieć biblijny mit „grzechu pierworodnego” i
metody „zbawienia” od niego, które tylko J-Ch. kapłaństwo obiecuje wiernym
zapewnić – patrz komentarze K. Freeland’a i Toma Misiewicza do rozszerzonego
tekstu, niestety po angielsku, mego wystąpienia na konferencji w Moskwie.)
W trakcie naszej konferencji wielu mówców, a
w szczególności generał Leonid
Iwaszow, były szef Sztabu Generalnego, a obecnie prezes rosyjskiej Akademii
Problemów Geopolitycznych (AGP), ostrzegł nas, że „Zachód” nie zrezygnował ze
swych, charakteryzujących się bezustannymi podstępami („by a deceit we make war”) planów
kolonizacji „gorszych narodów” (ang. gentiles). Iwaszow, który w 1999 wsławił
się tym, że nocą z 10 na 11 czerwca brawurowo przeprowadził batalion rosyjskich
transporterów opancerzonych z Bośni, gdzie stacjonował on w ramach misji
pokojowej ONZ, na strategiczne lotnisko koło Pristiny w Kosowie by przywitać tam
wkraczające, po trzech miesiącach „przyjacielskich bombardowań”, wojska NATO,
podkreślił że można się tylko samooszukiwać wierząc, że USA poluźnią swą
kontrolę nad innymi („gentile”)
narodami, mającymi dostęp do najbardziej zaawansowanych technologii oraz do
kopalnych źródeł energii. Jeśli chodzi o eksperyment z „modernizacją ZSRR” przy
pomocy pierestrojki, to od jednego z
wice-prezesów kierowanej przez Iwaszowa Akademii się dowiedziałem, że już w
czasie Światowego Festiwalu Młodzieży w Moskwie w 1957 roku, młody Mikołaj
Gorbaczow został zakontraktowany jakoprzyszły „terminator” Sowieckiego Imperium.
Jeśli chodzi o realizację programu „neo-NEP” czyli neo-Novoj Ekonomiczeskiej Politiki,
przygotowanego tym razem nie przez Lenina ale przez, jak utrzymuje Jaworowski,
Maurice Strong’a (wieloletniego
dyrektora World Economic Forum w Davos, doradcę Prezesa Banku Światowego, oraz
Toyota Motor Corp.), to ten plan w wielu krajach okazał się być nie
kwestionowanym sukcesem. Obecna na naszej konferencji Natalia Vitrenko, przewodnicząca
otwarcie anty-amerykańskiej Postępowej
Socjalistycznej Partii Ukrainy (PSPU) poinformowała nas, że ludność jej
wielkiego i bogatego w uprawne ziemie oraz kopaliny kraju, w ciągu ostatnich
dwóch dekad skurczyła się z ponad 50 milionów obywateli do zaledwie 39 milionów,
co nastąpiło szczególnie w okresie rządów „pomarańczowych rewolucjonistów”,
zainstalowanych w Kijowie przez fundację Freedom House z siedzibą w
Warszawie.