wybory 2007, 2005. Komisja Spraw Emigracji i Polaków za Granicą
Add me to your address book
Google Groups – wersja beta
magazyn europejski
Odwiedź tę grupę
Google Groups – wersja beta
Zapisz się do magazyn europejski
E-mail:
Odwiedź tę grupę
Sowa Magazyn Europejski

Utwórz swoją wizytówkę
Blog > Komentarze do wpisu
O zaniku ludzkiego SUMIENIA w miarę Cywilizacji „pod bogiem” się rozprzestrzenienia (fragment).
Dr. Marek Głogoczowski: „Zbawienie przez (najemną) pracę” i tej teologii odczłowieczające skutki

Zakopane, 1 czerwiec 2011
. Są w życiu sprawy, o których głośniejsze mówienie od dawna zostało „społecznie zakazane”, a których nie podejmowanie i nie nagłaśnianie, tak jak najzwyklejszy rak, atakujący człowieka od wewnątrz, powoli nas wszystkich splugawi i zabije.
Karol Wojtyła na Górze św. Anny

W Polsce oczywiście takim „tabu” objęty jest kult Jana Pawła II i jego „nowej ewangelizacji”. Tego przedsięwzięcia efekty, w formie nowych kościołów na każdej prawie większej ulicy naszego kraju, każdy jest w stanie dostrzec. 13 maja 2011 obchodziliśmy 30 rocznicę zamachu na Papieża Polaka i mam wielu bliskich znajomych, którzy wciąż się zachwycają tym co Papież Polak dla Polski zrobił. Wśród nich jest Bożena Wajda, przewodnik tatrzański, nauczyciel sportu i doskonały narciarz, która 14 maja br. w Dworcu Tatrzańskim w Zakopanem otwarła wystawę swych fotografii dzikich zwierząt – w tym i niedźwiedzia, który omal jej nie zaatakował. Na wernisażu było wielu ludzi gór, oczywiście wino, ciastka i charakterystyczna dla takich imprez „słodka” atmosfera, a oprócz fotografii zwierzątek były eksponowane także i „pro natura” wiersze Bożeny adresowane do Jana Pawła II, którego czci ta wystawa była wyraźnie poświęcona.
 
Karol Wojtyła rzeczywiście był miłośnikiem i gór i ogólnie mówiąc dzikiej przyrody, zachowały się jego zdjęcia na nartach oraz jako uczestnika wycieczek kajakarskich na Mazurach. To właśnie inspirowana tymi zdjęciami z młodości przyszłego papieża, Bożena zadedykowała mu całkiem ładny wiersz, w którym znalazła się taka oto prośba:
 
Ojcze Święty,
(…)
Odmień oblicze tej ziemi,
Niech rozkwitną odcienie zieleni,
Niech nie milknie jej dziki śpiew.
 
Cóż jednak w praktyce zrobił Karol Wojtyła, już jako posiadający ogromną władzę zwierzchnik Watykanu, dla tej Przyrody ochrony? Czy ten nowy, 4-krzesełkowy wyciąg narciarski w Kotle Gąsienicowym, ustawiony na potężnych stalowych, widocznych nawet z Zakopanego podporach, nie symbolizuje REALNYCH intencji Wolnej Polski – oraz całej Cywilizacji Zachodu – w stosunku do Natury? I czy przypadkiem palący obecnie problem PRYWATYZACJI POLSKICH KOLEI LINOWYCH, do których należy zmodernizowana w ostatnich latach kolejka na Kasprowy, nie jest bezpośrednim efektem kamuflującej rzeczywistość działalności „duszpasterskiej” katolickiego kleru w naszym – o ile można wciąż jeszcze można mówić o „naszym” –  kraju? Z prośbą o kontynuowanie planu  „zazielenienie ziemi” moja koleżanka winna się raczej zwrócić do „znienawidzonego przez ponadnarodową społeczność”  Muammara Kadafiego, który efektywnie doprowadził do wtórnego – po kilkunastu wiekach przerwy – zazielenienia się sporego kawałka pustyni Sahara. Zwłaszcza na półwyspie Cyreneika, koło zbudowanego za jego rządów nowoczesnego miasta Bengazi, gdzie go ostatnio tak nagle zaczęto nienawidzić za to, że wbrew planom „Boga Ojca (ang. Godfather) Świata” próbował doprowadzić do re-nacjonalizacji libijskich złóż ropy naftowej.
 
Ponieważ na wystawie w Dworcu Tatrzańskim znalazły się nie tylko wiersze poświęcone papieżowi ale i jakieś utwory samego młodego Wojtyły, a zatem i ja, z obowiązku starzejącego się już miłośnika gór a jednocześnie i ‘miłośnika mądrości’ (dosł. filozofa), też kilka wierszy Ojcu Świętemu poczułem się zobowiązany zadedykować. Z zawodowego obowiązku zastosuję się tutaj do „wytycznych dla chrześcijańskiego świata”, jakie Johannes Paulus II zawarł w swej encyklice Laborem exercens z roku 1981, podpisanej przezeń we wrześniu 1981, a więc zaledwie w 4 miesiące po zamachu na jego życie. Jak niektórzy to jeszcze pamiętają, ta znamienna encyklika wychwala ETOS PRACY zgodnie z podstawowym biblijnym, uduchowionym zaleceniem „Czyńcie sobie ziemię poddaną; panujcie nad rybami morskimi i nad ptactwem niebios, i nad wszelkimi zwierzętami, które się po ziemi poruszają!” (I Mo 1:28-30; to „błogosławieństwo” jest powtórzone w wielu innych miejscach Pisma Świętego[i]). Pamiętam że jak pierwszy raz przeczytałem tę, zrobioną pod „Solidarność”, encyklikę pod koniec 1981 roku, to mnie, podówczas blisko 40-letniemu „Sowizdrzałowi”, do tego momentu dobrej wiary w „franciszkańskie” zalety chrześcijaństwa, aż się flaki zaczęły z obrzydzenia przewracać. Poczułem się jakby ktoś od tyłu wbił mi nóż w plecy – i to w dodatku ktoś bardzo blisko związany z moją własną rodziną. I nie tylko ja tak się poczułem. Pamiętam przerażenie redakcji miesięcznika francuskich jezuitów „Etude”, którego redaktor naczelny, Pierre Vallin podówczas napisał, że doba obecna to nie jest to czas, by przypominać bardzo podstępne zalecenia Starego Testamentu, oraz że papież myli się kompletnie odnośnie apologii ludzkiej pracy dokonanej pod koniec średniowiecza przez Tomasza z Akwinu (zwanego skądinąd „wołem”).
 
Napisałem podówczas, na kilka miesięcy przed mą re-emigracją do PRL-u w „stanie wojennym” 1982 roku, krótką krytykę rzeczonej encykliki, której dałem tytuł „Ewangelia pracy i podstęp Szatana”. Nielubiący zbytnio Kościoła (chyba jeszcze z przedwojennych czasów) Jerzy Giedroyć tę mą recenzję chciał nawet opublikować w paryskiej „Kulturze”, ale by się zabezpieczyć przed „gniewem ludu” wysłał mój „Podstęp Szatana” do oceny swemu koledze, dominikaninowi Józefowi Maria Bocheńskiemu w szwajcarskim Fryburgu, oraz Leszkowi Kołakowskiemu w Oksfordzie. I od obu tych luminarzy  filozofii otrzymałem zachowane przeze mnie do dzisiaj listowne odpowiedzi, od Kołakowskiego (którego znalem jeszcze z naszych czasów na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley dziesięć lat wcześniej) nawet dość długi list, w którym donosił mi, jeszcze podówczas laikowi w sprawach religii, że „praca według Ojców Kościoła to cel życia człowieka”, a „dr dr dr h.c.”J. M. Bocheński wykpił się stwierdzeniem, że „na rzeczonym przedmiocie się po prostu nie zna”.
 
W ciągu następnych 30 lat, większa część tekstu mej nieopublikowanej „Ewangelii pracy” z końca 1981 roku gdzieś się zawieruszyła. Jednak jako miłośnik gór, bardzo dobrze znający „przyozdobione” setkami kolejek linowych Alpy, zapamiętałem z tej krytyki pracy Ojca Świętego me sarkastyczne stwierdzenie,  że „ten beton i druty na górach papież nazywa ‘uczestnictwem człowieka w akcie Stworzenia’!”. Dlatego, stymulowany nauką Jezusa z Nazaretu, że tego świata mamy być nie „słodkością” ale „solą”, zdecydowałem się pośmiertnie zadedykować Ojcu Świętemu kilka wierszy o stosunku do dzikiej Przyrody, jaki zachwala wychwalany przezeń Stary Testament. Specjalnie wykorzystałem jako ilustrację zdjęcie JPII na betonowym tarasie górnej stacji kolejki linowej na Kasprowy, dopisując doń co nasz papież, tak bardzo natchniony wersetami z Biblii, musiał sobie wtedy w duchu powtarzać, wskazując na „dzikość” Tatr Wysokich:
 
 
 
Oto Ja przemieniam cię (Izraelu) w młockarskie sanie,
nowe, o podwójnym rzędzie zębów:
ty zmłócisz i wykruszysz góry,
zmienisz pagórki w drobną sieczkę; (Iz 41: 15)
 
Niech się podniosą wszystkie doliny, a wszystkie góry i wzgórza obniżą;
 
 równiną niechaj się staną urwiska, a strome zbocza gładką niziną. (Iz 40: 1-5)
 
Każda dolina niech będzie wypełniona,
 a każda góra i pagórek zrównane,
 
drogi kręte niech się staną się proste,
a wyboiste zamienią się w gładkie.
 
 I wszyscy wtedy ludzie ujrzą zbawienie Boże. (Łk 3: 5)
 
Trzeba przyznać, że przedostanie zacytowane przez św. Łukasza zdanie, to nic innego jak realizowany z zaciekłością godną lepszej sprawy, program „udomowienia” naszej Planety, tak aby nam „małym bogom” (w opinii Filona Żyda z Aleksandrii, 2000 tysiące lat temu), żyło się  możliwie najwygodniej, bez żadnych „zwierzęcych”, plugawych wysiłków. Wysiłków jakim jest choćby poruszanie się o własnych siłach po górskich ścieżkach. Ale czy z tego „zbawienia przez pracę” może, na dalszą metę, wyniknąć coś pozytywnego, oprócz opasłych brzuchów nawykłych do ciągłego siedzenia za kółkiem kierownicy burżujów? Skąd się wzięły, już w Biblii, takie wyraźnie masońskie rojenia o pokryciu ziemi siecią „gładkich jak stół” autostrad? Znajomy emerytowany proboszcz, Jan Kurdybelski z Wrocławia opowiadał mi, że ten pomysł z „prostowaniem dróg Pana” Izajasz wziął z obserwacji zachowania się poddanych w Persji, którzy dowiedziawszy się, że przez ich teren ma przejeżdżać Władca, na gwałt poprawiali stan dróg, którymi miał jego orszak się poruszać, by w ten sposób zyskać dodatkowe względy – taki rodzaj „zbawienia” –  w oczach ich „Pana”. (Nb. Wybrukowaną bazaltową kostką drogę dojazdową z Zakopanego do stacji dolnej Kolejki Linowej na Kasprowy, w lipcu 1988 roku „na gwałt” przykryto asfaltem, aby uprzyjemnić dojazd do Kuźnic Pierwszemu Sekretarzowi KC KPZR Michaiłowi Gorbaczowowi. I rzeczywiście, w niecały zaledwie rok po tej wizycie Władcy Wschodniej Europy nastąpiło „zbawienie Polski” z niewoli komunizmu. Prorok Izajasz, a za nim ewangelista Łukasz, najwyraźniej mieli rację z tym zbawieniem poprzez pracę nad Ziemi wyrównaniem …)
 
Inny biblijny (bez)myśliciel, znany jako Zachariasz, w rozdziale 14 swej księgi, w ten sposób tłumaczy cel takiego „zbożnego przetwórstwa Natury”, zaplanowanego już w starożytności: Cały kraj będzie przemieniony w równinę, od Geby aż do Rimmonu na południu. Lecz Jeruzalem będzie leżeć wysoko (…) będzie żyć bezpiecznie. I będzie Pan królem całej ziemi. W owym dniu Pan będzie jedyny i jedyne będzie Jego imię.” Oczywiście to „bezpieczne życie” zostanie osiągnięte kosztem wytępienia wszystkich, zagrażających „Izraelowi” dzikich zwierząt, co potwierdził kolejny żydowski bezmyśliciel Ezekiel: „Zawrę z nimi przymierze pokoju, wytępię z ziemi drapieżne zwierzęta, tak że będą bezpiecznie mieszkać nawet na pustyni i spać w lasach” (Ez. 34: 25). Czy jednak takie totalne „oczyszczenie” otaczającego nas świata z wszelakiej „dzikości” jest na pewno dla „nas” (w sensie jednostki taksonomicznej zwanej homo sapiens) zbawiennym? Przecież życie w bezustannym komforcie to nie tylko gwarantowana otyłość oraz cały zestaw chorób cywilizacyjnych, ale także wyraźne ubytki szarej masy kory mózgowej, która po prostu wymiera, ulega atrofii, z powodu jej nie wykorzystania chociażby w celu pokonywania trudności górskich szlaków (...).

Dr. Marek Głogoczowski: O zaniku ludzkiego SUMIENIA w miarę Cywilizacji „pod bogiem” się rozprzestrzenienia. Zakopane, 1 maja 2011.
czwartek, 02 czerwca 2011, reakcja